Zimnym okiem
RSS
czwartek, 30 kwietnia 2009
ZAPRASZAMY DO...

naszadroga.blox.pl

Teraz tam jesteśmy...

15:45, frozen.live
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 23 kwietnia 2009
Berlin...

NAPISANE 31 MARCA 2009r.

Jakżesz się zrobiło filmowo… Pani AKO siedzi w cudownie słońcem oświetlonej kawiarence w centrum Berlina i popija latte w przerwach w pisaniu. Niczym główna bohaterka ongiś pochłoniętej tchem jednym powieści Wiśniewskiego. Może i było to romansidło, może i ekranizacja okazała się najgorszą z możliwych (poza ścieżką dźwiękową oczywiście), może i nie wypada wracać, ale stanowczo była to najlepsza możliwa lektura na plażową nudę w owe wakacje.

Za chwilę niestety skończy się pierwszy w pełni wiosenny wypad Państwa O. Ponad tydzień temu wprawdź urządzili sobie trip po Dolnym Śląsku, ale wtedy jeszcze aura raczej zimowa była – pierwszy dzień wiosny spędzili na krętej, górskiej i oblodzonej drodze, gdzie Pani AKO wbijała pazurki w dłonie i zasłaniała oczy, żeby nie widzieć jak Pan BO wojuje między zaspami, pokonując kolejne serpentyny w drodze w górę i później dół. Berlin za każdym razem jest inny – wydawać by się mogło, że wszystko, co turystyczne Państwo O. odwiedzili podczas pierwszej wizyty prawie pół roku temu – a tu proszę... Kolejny przepiękny hotel przy KochStraβe, dwa kroki obok słynny Checkpoint Charlie i wreszcie odnaleziony Mur Berliński. Od pierwszej wizyty Państwo O. zastanawiali się gdzież on mógł się ukryć. Dziś wprawdź środkiem miasta biegnie jedynie mały przerywnik w nowym asfalcie w postaci dwóch rządów kostki brukowej z małą tabliczką gdzieniegdzie, ale to i tak znaczące i wrażenie robi.

Pani AKO nie mogła sobie odmówić „pogłaskania” resztek muru, który jakieś zwinne rączki przyczepiły do ścian muzeum przy FriedrischStraβe. Znalazł się i akcent Polski – a jakże – przecież Państwo O. to patrioci! Na wspomnianych wyżej szczątkach i napisy polskimi rękami naniesione się znalazły. Do dziś widnieje nazwisko Kowalski Cyprian i jakiś Tomek tam był i Gajowy Donek też murem gardził.

Państwo O. pamiętają jak runą mur i po co stał i będą opowiadać o tym swoim dzieciom. Szkoda, że młodzież, która codzień tłumnie przybywa w to już historyczne miejsce nie pamięta co to komunizm i dyktatura i manipulacja i kolejki i puste półki i strach... Pani AKO też słabo to pamięta, ale szczępki pielęgnuje w swej pamięci, bo to też jej dziedzictwo.Powietrze pachnie wiosną, słychać ptaki, na krzakach już maleńkie listki. Ta pora roku stanowczo napawa AKO największym optymizmem. Ulubionym zajęciem pani AKO jest poszukiwanie kolejnych symptomów bezpowrotnie przemijającej i wstrętnej zimy! Wprawdź wynudziła się porządnie, kiedy to Pan BO poszerzał swą i tak wielce rozległą wiedzę, ale nuda tylko przez moment była wkurzająca. Poza tym momentem (Pani AKO oczywiście nieomieszkała wyraźnie go podkreślić fukając i przecząc każdemu wypowiedzianemu przez BO zdaniu) czas biegł mocno przyjemnie. W poniedziałek Pani AKO wybrała się na długi shopping, co zaowocowało na kilka sposobów:

        1.       Spuchnięte stopy

2.       Propozycja kawy i numer tel niemieckiego playboy’a (AKO oczywiście wykręciła się zazdrosnym mężem)

3.       Zaczepka ekspedientki z Hugo Boss’a w sprawie niecodziennie oplecionych rzemyków przy czerwonych, ukochanych butach AKO, wokół jeansów, co wzbudzało ogólne zainteresowanie i zachwyt wspomnianej espedientki (Pani AKO próżnie się cieszy, że jeszcze potrafi być trendy i bawić się odważnie strojem)

4.       Spódniczka przeurocza z pięknym połączeniem zieleni z różem w paskach i ładnie opadająca na biodra.

5.       Superfajne, białe tenisówki dla BO

6.       Wielce modna koszula w paseczki już pod kątem słoneczka dla BO również...

Wieczorkiem kolacja, winko i padli Państwo O. We wtorek AKO przeżywała kryzys samotnościowy, bo słońce harcowało na niebie a BO siedział w szkolnych murach od 9 do 20, za nic nie chcąc w całym swym rozsądku dać się namówić na wagary w połowie dnia. W AKO oczywiście wygrała despotka i na własne życzenie dąsała się nie wiadomo po co przez cały dzień. W celu ukojenia zszarganych nerwów zafundowała sobie długi i piękny spacer, wystawiając możliwie jak najdłużej pyszczek ku słońcu i delektując się promieniami...

Dobry to był wijazd Państwa O. Jak każdy. Ciekawe jaka pora roku będzie podczas nestępnej wizyty AKO i BO w Berlinie.

11:36, frozen.live
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 26 marca 2009
Z braku laku...

Pani AKO zbiera się w sobie, aby poczynić wielki powrót na łamy bloga. Czas na to najwyższy, bo szalone perypetie Państwa O pozostają bez echa... Trzymajta kciuki, ludziska - szykuje się powrót roku!!!

13:16, frozen.live
Link Dodaj komentarz »
środa, 05 listopada 2008
Wszystkich Świętych…

Pani AKO właśnie przechodzi przez fazę rozmyślań nad tym, czy aby rewelacje ostatniego weekendu (oraz kilka deklaracji związanych z potomnością Państwa O.) nie wpływają odstraszająco na podejście do związku przez Pana BO. Pan BO jednak dość infantylnie zbywa panią AKO, gdyż jest równie mocno zakochany i nie straszne mu wyznania Pani AKO. A wszystko to przez tzw. święto zmarłych i perypetie pierwszego weekendu listopadowego..


Otóż, jak to na świeży związek przystało Państwo O. zdecydowali się spędzić osobno wcześniej wspomniane święto, w zacisznej atmosferze rodzinno-cmentarnej, każde w swoich pięknych okolicach. Pani AKO miała spotkać się ze swoją rodziną, upić z przyjaciółmi oraz ‘obgadać’ Pana BO z własną ukochaną Sis. Pan BO, natomiast, miał się upić najpierw z przyjaciółmi, a później z rodziną w między czasie skacząc pomiędzy wertykalnymi symbolami pamięci pozostawiając na każdym z nich odrobinę światła.. Tak też, by się stało, gdyby nie..


Pan BO, w przypływie radości oświadczył, że najkrótsza (jemu sercu oczywiście, bo Pan BO jako tako z matematyką sobie radził w szkole – podstawowej) droga z Warszawy do Krakowa wiedzie przez Dolny Śląsk. I tym sposobem, oraz wielu innych wydarzeniach, Pan BO wybrał się w podróż zapoznawczą rodziny Pani AKO. Stres Państwa O. dotyczący wspomnianego zdarzenia harmonijnie rozłożył się na opisywaną komórkę społeczną, z tym że, Pani AKO najbardziej zestresowana była w Warszawie a Pan BO na odwrót (z potęgującą się myślą w głowie – gdy Pani AKO słodko spała w samochodzie – skąd ja teraz k… wezmę kwiaty?). Wszystko jednak dobrze się skończyło (bo Pan BO szczęście ma i kwiaty znalazły się przy drodze) i poznał wesołą rodzinkę Pani AKO, która przyjęła go w sposób godny następcy rodu.

Jednak to nie koniec był podróży, gdyż najkrótsza przez Śląsk Dolny droga (sic!) prowadzi jednak do Krakowa, a Państwo O. przechodzą obecnie przez fazę nie-roz-łą-czną. Pan BO w przypływie radości, w trakcie sobotniego śniadania, oświadczył Panu domu (zwanym teściem), że porywa Panią AKO do Krakowa. Po czym obydwaj zbledli kompletnie (jednak pierwszy był Pan domu). Pani AKO dzielnie zaradziła całej sytuacji i wkrótce rolę Państwa O. się odwróciły. Pani AKO jednak wspaniale spisała się w swojej roli i podbiła serca rodziców (oraz brata) Pana BO z małą pomocą domowych wytworów wiśnio-podobnych..


I stąd całe to zamieszanie, czy aby to nie za szybko..

Pan BO

22:56, frozen.live
Link Komentarze (1) »
wtorek, 04 listopada 2008
Ojjj...
Pan BO jest w Berlinie (strrrrrasznie daleko), a Pani AKO piła ze znajomymi z pracy. W związku z czym w telefonie Pana BO odzywa się niemiecka sekretarka a Pani AKO jest strrrrasznie piana :) Lepiej, żeby Pani AKO nic więcej nie pisała, bo to się źle skończy... AKO idzie szukać BO :) Ciekawe co Pan BO na to napisze... Poza tym nieważne co - ważne, żeby pisał... Powitajmy brawami Pana BO...
P.s. Jak Pani AKO się w sobie zbierze (i wytrzeźwieje), to zamieści obszerny opis weekendu... a jest co opisywać... ;)
22:18, frozen.live
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 02 listopada 2008
Pierwszy raz...

Raz, dwa, czy - południowa próba mikrofonu...

Pan BO

20:55, frozen.live
Link Dodaj komentarz »
środa, 29 października 2008
Perypetie...

Pan BO zgubił pilota od wieży, przez co Pani AKO postanowiła zrezygnować z wszelkich aktywności fizycznych na rzecz podnoszenia się do pokrętęłka, które Pani AKO własnymi siłami umieściła na szafie. Pokrętełko służy do podgłaśniania i wyciszania dźwięku, więc rzecz niezbędna w życiu AKO. Pokrętełko owo oczywiście nie działa samo w sobie – dla blondynek i facetów – jest częścią wspomnianej już wieży. Pani AKO podejrzewa, że pilot mógł się schować pod kołdrą Pana BO, ale boi się tam zaglądnąć z wielu powodów… Co więcej, Pani AKO skalkulowała, że przerzucanie bielizny pościelowej Państwa O będzie wymagało większych strat energii niż wdrapywanie się na szafę – cóż, Pani AKO nigdy nie była dobra z matematyki:)

Wczoraj Państwo BO urządzili sobie wielce leniwy dzień. Na ten szatański plan wpadli podczas poniedziałkowego zbierania się do pracy (BO się zbierał a AKO chorowała wciąż). Państwo O przygotowali się do lenistwa w sposób godny najlepszego plannera… tyle tylko, że działali w 100% poza planem. Rano Państwo O mieli gości. Pani AKO na wieść, że przyjdzie hydraulik wyobrażała sobie pięknego, muskularnego mężczyznę w kwiecie wieku, w samych dżinsach, lekko podartych na prawym pośladku, z kropelkami potu na muskularnym torsie (torsie opisywanego Adonisa, nie dżinsów), z wielkim kluczem w dłoni… I Pani AKO nie przyzna się do popadania w marketingowe pułapki od budowania wizerunku, z reklamy polskiego hydraulika we Francji… A tu proszę – nie jeden, a dwóch – razem mieli pewnie ok. 120 lat, wąsy jak z lat 80., uroczy zapaszek palarni bez okien… Pani AKO czekała tylko na stwierdzenie – „co ma być, Pani kierowniczko?” Dobrze, że Pani AKO ma swojego prywatnego Adonisa, i dobrze też, że ten Adonis nie chodzi jednak z wielkim kluczem, bo biedna byłaby Pani AKO :)

Później Państwo BO wybrali się na poważne zakupy domowe, gdzieżby indziej, do Domoteki! Pan BO nieco sceptycznie przyjął wieść o ilości sklepów, które odwiedzić muszą, ale przyjął dzielnie i na swą adonijską klatę cały ten zbytek szczęścia. Najpierw Pan BO frunął za AKO w poszukiwaniu narożnika o niebotycznej wielkości, po czym Pani AKO pofrunęła za BO w celu złowienia małego okrągłego plastikowego czegoś z Praktikera, czym Pan BO zatkał ponoć dziurę w rurze. Jak było naprawdę, Pani AKO nie wie, bo na rurach raczej się nie zna… no… na takich rurach!

Po romantycznym obiadku w Ikei (tym razem nie było szwedzkich klopsików, tylko smażony ser, który chyba potop szwedzki pamiętał), Państwo O udali się do swojego gniazdka, by wreszcie oddać się planowanemu lenistwu („nie wychodźmy jutro wcale z łóżka!”) Na półce czekały już filmy – świeżo sprezentowane Lejdis (Pani AKO kocha ten film), „Nigdy nie będę Twoja” i „SWAT”. Po połowie romantycznej komedii Pani AKO poczuła, że teraz, już, w tej chwili i natychmiast musi zjeść andruta. Pani AKO nie jest w ciąży, to tylko okres :). Więc znowu wybrali się Państwo O na podbój wszechświata (zaczynając od marketu za rogiem) i zakupili niezbędności. Kaloryczne cudo zrobiło się akurat po filmie, więc po pochłonięciu tygodniowej normy kalorycznej Państwo O udali się na zasłużony odpoczynek. Udanie się polegało na tym, że Pani AKO jak zwykle usnęła nie bacząc na otoczenie a Pan BO wiercił się jak owsik w wiadomym miejscu swego zwykłego pobytu. Wiercenie niestety znacznie wpływa na jakość zasypiania Pani AKO, więc już w fazie snu alpha, owinęła Pana BO kołdrą, ułożyła w jego ulubionej pozycji (tylko trochę na siłę) i zaśpiewała do snu – „no, śpij już BO!!!”

Piękny to był dzień lenistwa Państwa O. Dziś rano Pani AKO odbyła ważną rozmowę. Ale za szybko, by ktokolwiek o niej wiedział, więc sza, może za kilka dni będą dobre wieści… :)

13:45, frozen.live
Link Dodaj komentarz »
piątek, 24 października 2008
Rodzinka Państwa O…

W skład najbliższej rodzinki Państwa O wchodzą teściowie Pani AKO, teściowie Pana BO i rodzeństwo – Agata, Michał i Mateusz. Państwo O bardzo kochają swoje rodziny i pielęgnują tę miłość poprzez częsty kontakt, zabawne telefony, opowieści z codzienności i spotkania przy nadarzających się okazjach. Niestety rodzina Państwa O jest daleko, bo albo w okolicach Krakowa, albo w okolicach Wrocławia. Przemieszczają się oczywiście we wszystkie możliwe strony, ale i tak tam mają swoje azyle.

Wczoraj Pani AKO poznała brata Pana BO. Nieomieszkała wyrazić swojego powątpiewania co do braterstwa, bo brat podobny chyba już bardziej do Pani AKO był niż do Pana BO. Ale dla AKO to norma, bo sama ma siostrę niepodobną i z wątpieniem zazwyczaj się spotyka. Brat Pana BO to przesympatyczny Pan. Dziwnie patrzył na maślane oczka Państwa O, ale widać było, że cieszy się na ten obrazek. Brat sam jest świeżym małżonkiem. Teraz Pani AKO czeka na swoją Sis, bo czas już przecież najwyższy…

13:06, frozen.live
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 23 października 2008
Olśnienie...
Pani AKO poczyniła dziś odkrycie! Kiedy się od spodu weźmie piersi Pani AKO i unisie nieznacznie ku górze (w stronę głowy, znaczy), to okazuje się, że one całkiem sporo ważą... To na pewno powód, dla którego Pani AKO nie chce się jeździć tramwajem...
10:11, frozen.live
Link Dodaj komentarz »
Chorobowo...

Pani AKO nie dopilnowała swoich spraw gardłowych i na złość całemu światu a przede wszystkim sobie, postanowiła rozchorować się mocno i nieoczekiwanie. Angina dopadła Panią AKO, gdy ta leżała nieświadoma, wtulona ciasno w ramiona Pana BO. Wielce uciążliwa gorączka, utrzymująca się zawzięcie powyżej poziomu 38 stopni, przykuła Panią AKO do łóżka, pozbawiając wszelkich sił witalnych. Pan BO w sytuacji kryzysowej sprawdza się wyśmienicie. Zawsze rozpieszcza Panią AKO, ale teraz przechodzi samego siebie. Podrzuca swojemu „zdechlakowi” wszelkie pyszności do łóżka, karmi na siłę, dba o zaopatrzenie lodówki i stan emocjonalny Pani AKO. Wczoraj Pan BO oszalał doszczętnie i wysłał Pani AKO wieeeeeelki bukiet kwiatów z liścikiem „Nie mogłem się powstrzymać”. Pani AKO z radości popłynęła mała łezka po policzku, ale nie przyzna się do tego, bo to twarda babka jest. Pani AKO nadal nie wierzy w całe to szczęście, które zbudowało się między Państwem O, czasami zastanawia się czy to jest możliwe, że taki idealny jest Pan BO. Pani AKO będzie najszczęśliwszą żoną na świecie, a kiedy będzie miała 80 lat, umówi się na spacer po molo z Panem BO. I będą się przechadzać dostojnie, trzymając się za pomarszczone łapki i patrzeć z góry na zazdrosne spojrzenia dwudziestolatków. Bo takie szalone pomysły mają Państwo O.

09:46, frozen.live
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 20 października 2008
Państwo O...
W skład Państwa O. wchodzi Pani AKO i Pan BO. AKO i BO tworzą wyjąkowo zgrany duet. Nie szczędzą sobie komplementów i słodkich słów o każdej porze dnia i nocy, ale w pierwszej godzienie znajomości obiecali sobie powalającą szczerość, otwartość, i brak tematów tabu. AKO i BO są wulgarni, ale mówiąc do siebie w sposób, w który pulicznie nie przystoi, wiedzą, że drugie wybuchnie śmiechem i nie potraktuje obelgi poważnie. Państwo O. w ten sposób rozładowują negatywne emocje zgromadzone podczas rozmów ze złymi ludźmi w pracy i naśmiewają się z zawiłości języka polskiego. Pani AKO i Pan BO to prześmiewcy, cynicy, ignoranci i egocentrycy (zaznaczając, że ego mają wspólne).
Rozmowy Państwa O. często bywają niezrozumiałe dla szarych ludzi z otoczenia, bo Państwo O. są na wyższym poziomie percepcji. Żadne z duetu jednak nie przejmuje się otoczeniem, bo ich klosik stanowi świetne środowisko do pielęgnacji rozwijających się uczuć Państwa O.
Ostatnio Pani AKO i Pan BO jeździli samochodem po Warszawie. Mijając jeden z bardziej znanych pomników Pan BO zagaił rozmowę:

-O, Syrenka!
-Goopolku, to Warszawska Nike!
-Jak to Nike, przecież to Syrenka!
-Syrenka jest na Powiślu! To jest Nike!
-A co za różnica? Wyglądają tak samo!
(jako że Pan BO to Krakus)
-A Smoka Wawelskiego od Lajkonika odróżniasz?
-A jak Ci raz pierdolnę to wyjdziesz za mnie?!

I po tych słowach Pani AKO wybuchnęła śmiechem, opluwając znacznie przednią szybę - bo Pan BO taki roczulający jest...
21:48, frozen.live
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 19 października 2008
Nagła konkluzja...
Nie wiem z czego ta konkluzja... Miałam ją zapisać wczoraj, ale wczoraj mężczyzna mój spił mnie w sposób conajmniej utajniony, winem skradzionym cichcem ;) Wieczór przy trunku opisanym, w towarzystwie sera, ba - nawet dwóch, winnego grona i "Rezerwatu" - prasko było i domowo ;)
A konkluzja? Naszła mnie przy oknie i papierosku...
Jestem zakochana!
08:55, frozen.live
Link Dodaj komentarz »
sobota, 18 października 2008
Nomenklatura…

… o której zawsze warto mówić, choćby ku potomności albo ku badziewiem różnym, ale bliżej nieokreślonym. No więc (ha! Z dziką radością zaczynam zdanie od „no więc”, na przekór polonistce upierdliwej – niech żyje właśnie miniony Dzień Edukacji)… No więc Pan B. nazywa mnie różnorako i wyjątkowo ciężko dojść do jakichkolwiek konkluzji na temat etymologii czy też filozofii dojścia do tychże określeń. Szkoda ogromna, że umysł mój wąski i ograniczony… i w roli dyktafonu z pojemnością nieskończoną się nie spełnia.

Najczęściej słyszę jednak MYSZKO, zaraz później jest ROBACZKU.

„Myszko” pierwszyzna ogromna i po cichu liczę, że nie wynika z koloru mojego czy też cichości, albo co gorsza, zapachu mysiego, bo ponoć wstrętny i duszący. A może ja go duszę jakoś potajemnie? Przez sen na ten przykład? Musimy o tym porozmawiać ;) „Robaczka” znam doskonale, Piotr używał go z uwielbieniem i uporem maniaka, choć później Robaczek przepoczwarzył się w Małą. Ale nie o tym przecież mowa, czy też pisanina, jak kto woli.

Było też SŁONKO. Najlepiej Słonko sprawdziło się w sytuacji wyjątkowej dla mnie. Tak wyjątkowej, że aż przytoczę całość wypowiedzi: „Kurwa, Słonko, Kocham Cię!” Padłam wtedy trupem podwójnie (o ile można padać trupem więcej niż raz), bo i wyznanie mnie powaliło i jakość merytoryczna.

Standardowo jest KOCHANIE, ale zauważyłam, że tylko w określonych sytuacjach – jak zmęczony jest, albo rozczulony, albo lekki protekcjonalizm mu się włącza – bo, a jakże, i to się zdarza.

W puli oczywiście nie może zabraknąć ASIULKA i najważniejszego – AŚ. Dlaczego najważniejsze? Bo przecież przez to cholerne Aś w ogóle zwróciłam uwagę na podchody jego delikatne. Nazwał mnie tak bezczelnie, nie tłumacząc się z wiedzy o imieniu w sposób żaden. Natura moja wojująca włączyła się wtedy od razu i oczywiście z pazurkami w bój się rzuciłam, że jak to? Skąd on? Czy my się znamy i dlaczego? Bo tak, to tylko moi znajomi mogą, bo wiedzą. No i zgasił mnie po tym bezczelnie znów, bo sama o sobie tejże formy używałam. Asia Stupido!

12:47, frozen.live
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 14 października 2008
Boli...
i głowa
i ząb
i tęsknota za Panem B.
i poranne wstawanie
i brak zmian w pracy
i brak ochoty na spotkania ze znajomymi
i brak Sis
i brak Matusha
i rachunki
i beznadziejnie głupie zasady bankowe
i narzucający się dziwni ludzie
i wolno płynący czas
i niepewność

23:38, frozen.live
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 13 października 2008
Berlin…

Byliśmy z Panem B. w weekend. Niespodzianek mu się zachciało! Ukrywał to przede mną, cholernik jeden od dwóch tygodni. Fakt, domyślałam się, ale upewnienie przyszło dopiero na kilka godzin przed wyjazdem… Jak zwykle zorganizował wszystko pięknie, dopiął każdy szczegół na ostatni guzik – jest przeuroczy!!! Spaliśmy w wynajętym mieszkaniu w dzielnicy Mitte, zaraz koło Kasztanowej Alei. Do centrum też doszliśmy piechotką. Pogoda była cudowna, Berlin niesamowicie magiczny… Chyba obojgu się to udzieliło :) B. wyznał mi miłość dokładnie 203m nad ziemią, w kopule widokowej Berliner Fernsehturm :)))) I ja od Niego oderwać się nie mogłam… Na zwiedzanie przeznaczyliśmy połowę pierwszego dnia, później… hmmm… cóż – cieszyliśmy się sobą ;) W przerwach jedliśmy i piliśmy masę pyszności i nawet udało się wyjść na wieczorny spacer. Do Warszawy niestety wróciłam sama, Kot Mój ma zajęcia do środy. Tęsknię więc i usycham zakopana pod kołdrami i kocami. Nie mogę się już doczekać pojutrzejszej nocy.

Dawno już używałam słowa KOCHAM. Ładne to słowo :)

20:57, frozen.live
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 9
następne
Archiwum
Sierpień 2007
Wrzesień 2007
Październik 2007
Listopad 2007
Grudzień 2007
Styczeń 2008
Luty 2008
Maj 2008
Czerwiec 2008
Lipiec 2008
Sierpień 2008
Październik 2008
Listopad 2008
Marzec 2009
Kwiecień 2009
O autorze
  • frozen.live
Ostatnie wpisy
  • ZAPRASZAMY DO...
  • Berlin...
  • Z braku laku...
  • Wszystkich Świętych…
  • Ojjj...
  • Pierwszy raz...
  • Perypetie...
  • Rodzinka Państwa O…
  • Olśnienie...
  • Chorobowo...
Zakładki:
Zaglądam...
Ariel
Gorgetta
Listy do dziecka
Mój Wrocław
Robert D.
Seksoholicy
Shalava
Pisz swój dziennik w Internecie
Pisz blog
Dodaj blog do ulubionych
Wersja mobilna
Blox.pl
poprzedni blog załóż bloga następny blog